Potęga skupienia

W środowisku rozwoju osobistego wielką popularność ma wizualizacja. Postrzegana jest jako sposób na przemianę podświadomości i osiąganie różnych celów: kontroli stresu, samouzdrowienia, powodzenia finansowego, odchudzania itp. Jednocześnie wiele osób praktykuje wizualizację, mniej lub bardziej prawidłowo i nie zauważa u siebie szczególnych postępów. Powoduje to  kształtowanie się opinii, że „wizualizacja nie działa” lub przynajmniej „wizualizacja nie działa u mnie”. Dlaczego tak się dzieje?

Wizualizacja to nie panaceum

Po pierwsze, wizualizacja nie jest panaceum na wszystkie problemy. Jest jedną z wielu technik psychologicznych, których możemy użyć w procesie przemiany. Powinna być wkomponowana w inne techniki, takie jak: racjonalna zmiana przekonań, uważność (mindfulness), rozwinięcie w sobie meta-myślenia (czyli krytycznego myślenia o własnym myśleniu, co bywa niezwykle pomocne w procesie zmiany), eksperymenty behawioralne (czyli podejmowanie coraz śmielszych prób nowych zachowań w realu), intencje wdrożeniowe itp.

Po drugie, wizualizacja musi być praktykowana prawidłowo, ponieważ niewłaściwie skonstruowana wizualizacja może działać demobilizująco na podświadomość. Znane są eksperymenty, w których odchudzające się kobiety stosujące wizualizację, chudły mniej niż ich koleżanki, które tego nie robiły. Po bliższej analizie okazało się, że ich wizualizacja polegała na tym, że żywo wyobrażały sobie siebie jako szczupłe, już odchudzone. Wierząc głęboko w „magiczną moc wizualizacji” mniej uwagi przykładały do regularnych ćwiczeń oraz trzymania się diety. Nic dziwnego, że schudły mniej. Wizualizacja im zaszkodziła. Gdyby wizualizowały np. jak z przyjemnością ćwiczą oraz z przyjemnością zdrowo się odżywiają, ew. z przyjemnością czują lekkie ssanie w żołądku, oraz jedzą TYLKO wtedy, gdy czują głód (a nie np. nudę, smutek lub ekscytację), z pewnością wizualizacja by im pomogła.

Potrzeba skupienia

Po trzecie, wizualizacja powinna być praktykowana w stanie głębokiego skupienia. Im bardziej realistyczne jest wyobrażenie, tym głębiej wpływa ono na sieć neuronową w naszym mózgu. Odpowiedzialna jest ona za nasze automatyczne zachowania i reakcje. Im więcej neuronów pobudzanych jest w czasie wizualizacji, im jest ona bogatsza sensorycznie oraz im więcej angażuje emocji, tym silniejsze będzie jej działanie. Kiedy wizualizujemy, powinniśmy znaleźć się w innym świecie. Całkowicie zapomnieć o „tu i teraz”, zapomnieć o czasie, przestrzeni, własnym ciele i sytuacji życiowej. Wtedy wizualizacja będzie miała moc. Powinniśmy zatem mieć odpowiednią umiejętność skupienia, koncentracji na wyobrażonych doświadczeniach. Prowadzi nas to do treningu skupienia.

Umiejętność skupienia podlega doskonaleniu, nie jest umiejętnością wrodzoną, choć z pewnością niektóre osoby potrafią skupiać się mocno „z natury”. Niezależnie jednak od wrodzonych predyspozycji, każdy z nas może wyćwiczyć w sobie umiejętność skupienia. Jedną z najbardziej skutecznych metod jest praktyka medytacji. Podczas medytacji uczymy się świadomego „zarządzania własną uwagą„. U osób nie praktykujących medytacji uwaga przyciągana jest przez bodźce ze świata zewnętrznego. Może być także pochłaniana przez proces myślenia o przeszłości lub przyszłości.

Ćwiczenia „zarządania uwagą”

Osoby takie nigdy świadomie nie zarządzają swoją uwagą. Poddają się wpływowi świata zewnętrznego lub własnej podświadomości (wspomnienia i plany lub obawy o przyszłość). Siła ich koncentracji zależy tylko od motywacji. Jeżeli coś jest dla nich ciekawe, związane jest z nimi samymi, ich uwaga jest silnie skoncentrowana, jeżeli nie jest ciekawe, ich siła koncentracji jest słaba. Stąd popularność „podejścia motywacyjnego” w rozwoju osobistym. Problemem jest jednak fakt, że motywacje oparte o emocje są nietrwałe i często zmieniają się. Rzadko prowadzą do trwałej zmiany.

Medytacja to idealny trening umiejętności zarządzania uwagą bez angażowania w to motywacji, albo ze stosunkowo niewielką motywacją. Medytując wiemy, że medytacja jest bardzo korzystną praktyką. Wpływa ona na bardzo wiele aspektów życia, począwszy od zdrowia i siły systemu odpornościowego, a na związkach i sukcesie finansowym kończąc. Jednak, gdy siadamy do medytacji i skupiamy się na odczuwaniu oddechu, nie ma w tym niczego motywującego, niczego szczególnie atrakcyjnego. Bardzo często praktyka skupienia przynosi przyjemne odczucie relaksacji i dystansu emocjonalnego. Często jednak musimy konfrontować się ze stanami niezbyt przyjemnymi: nudą, zniecierpliwieniem, poczuciem winy i niższości oraz wieloma innymi negatywnymi ocenami, emocjami i przekonaniami. Medytacja bywa ciężką pracą, poważnym wysiłkiem, jednak wszyscy wiemy, że tylko podczas wysiłku wypracowujemy coś wartościowego. W przypadku medytacji jest to niezwykła siła skupienia.

Z czasem odkrywamy, że stan silnego skupienia uwagi wytwarza specyficzny rodzaj satysfakcji i poczucia mocy. Potem stan przyjemności, a nawet euforii i ekstazy. Stajemy się zdolni do coraz głębszego i coraz dłuższego skupienia uwagi na prostym doświadczeniu oddychania lub doświadczeniu istnienia („jestem”), o czym mówili najwięksi jogini i mędrcy Dalekiego Wschodu, począwszy od Buddy a na Ramanie Maharshim lub Nisargadatcie Maharaju kończąc. O wartości takiego skupienia wspominali także mistycy neoplatońscy, chrześcijańscy, żydowscy i islamscy na Zachodzie.

Medytacja w czasie prostych czynności

Trudno wypracować taką siłę skupienia, praktykując medytację dwa razy dziennie po 20 minut. Jogini i mnisi w aśramach i klasztorach praktykują różne formy skupienia całymi godzinami. Okazuje się jednak, że praktyka skupienia może nam towarzyszyć nie tylko podczas formalnej medytacji, ale także podczas prostych codziennych zajęć. Możemy ćwiczyć „zarządzanie uwagą” podczas brania prysznica, mycia zębów, mycia naczyń, przygotowywania posiłku, spożywania posiłku, podczas jazdy samochodem lub autobusem, podczas spaceru, zakupów, a nawet podczas rozmowy. Jeżeli każdej z tych czynności poświęcimy 100% naszej uwagi będzie to także praktyka skupienia. Podobnie jak podczas formalnej medytacji, kiedy zorientujemy się, że umysł wędruje od tej czynności w myślenie o przeszłości lub przyszłości, powracamy do niej uwagą. Z czasem zauważymy, że taka „nieformalna praktyka skupienia” potrafi silnie wpłynąć na praktykę formalną, znacznie pomagając wyrobić nasz „mięsień skupienia”.

Z siły tego „mięśnia” będziemy korzystać także podczas wizualizacji oraz innych technik wpływania na podświadomość. Mając do dyspozycji moc skupienia, możemy wpływać poprzez wyobraźnię na własny mózg. Kiedy będziemy wizualizować po raz siedemdziesiąty piąty nowe zachowanie, będzie to wizualizacja głęboka. Będziemy potrafili zanurzyć się w niej doskonale, pobudzić wszystkie zmysły i silne emocje. Odłożyć na bok zastrzeżenia „wewnętrznego krytyka” lub „strażnika status quo”, który zrobi wszystko, by wszystko „było tak, jak było”. Głęboko skupiony umysł po prostu zignoruje te naturalne próby autosabotażu. Dopiero w połączeniu z mocą skupienia, potęga wizualizacji może objawić nam swoją pełnię. Bez tej siły, tzw. „wizualizacja” jest tylko marzeniem, prostym wyobrażaniem sobie, które „praktykuje” każdy, bez żadnego nadzwyczajnego rezultatu.

Wizualizacja w walce ze stresem

Jednym z podstawowych powodów, dla których ludzie rozpoczynają praktykę medytacji, relaksacji, czy autohipnozy jest pragnienie poradzenia sobie ze stresem. Współczesność dostarcza nam ogromna ilość stresorów. Nie tylko w postaci nadmiaru niepotrzebnych i negatywnych informacji (media tradycyjne oraz internet, serwujące wywołujące lęk lub gniew informacje, bardzo często nieprawdziwe). Także zmiany społeczne, za którymi trudno nam podążać są jego źródłem. Stres obecny jest w naszym życiu w o wiele większym stopniu niż w życiu naszych przodków. Naukowcy twierdzą, że jest on odpowiedzialny za epidemię chorób psychosomatycznych oraz zaburzeń psychicznych: depresji, stanów niepokoju, ogólnego napięcia itp.

Jak poradzić sobie z stresem?

Prowadzone od lat sześćdziesiątych XX wieku badania wskazują, że techniki relaksacyjne oraz medytacja mogą bardzo skutecznie pomóc nam radzić sobie ze stresem. Rezultatem ich praktykowania bywa bardzo często uzdrowienie z chorób fizycznych oraz radykalna poprawa funkcjonowania psychicznego. Zwiększenie ilości oraz intensywności pozytywnych emocji, zadowolenie z życia, poczucie szczęścia, poprawa pamięci i koncentracji, podniesienie jakości życia. Nic dziwnego, że miliony ludzi w krajach cywilizacji zachodniej podejmują regularną praktykę medytacyjną lub relaksacyjną.

Medytacja i wizualizacja mogą pomóc nam w radzeniu sobie ze stresem na dwa sposoby. Po pierwsze, wywołują one w nas fizjologiczny stan odprężenia, nazywany reakcją relaksacyjną. Nazwę tą wprowadził w 1975 roku znany badacz technik relaksacyjnych i medytacji dr Herbert Benson. Reakcja relaksacyjna zmniejsza napięcie mięśniowe, spada aktywność korowa mózgu, tempo pracy serca, ciśnienie krwi, poziom zużycia tlenu itp. Jest to reakcja odwrotna do reakcji „walcz lub uciekaj”. Reakcja relaksacyjna aktywuje przywspółczulną część autonomicznego układu nerwowego i wzmacnia układ odpornościowy, pomaga nam zredukować negatywne skutki stresu.

Medytacja i wizualizacja

Aby wywołać w swoim organizmie reakcję relaksacyjną, możemy praktykować medytację, na przykład w postaci łagodnego skupienia umysłu na procesie oddychania. Umysł uwalnia się wtedy od myślenia o przeszłości i przyszłości, skupia się na bieżącym doświadczeniu i poddaje się odprężeniu. Podobnie może działać wizualizacja, czyli wyobrażanie sobie przyjemnych doznań. Na przykład, przebywanie w wyobraźni w jakimś miłym miejscu w przyrodzie, albo fantazje o przyjemnym dryfowaniu na chmurach.

Każdy sam może sobie wymyślić obrazy, nawet najbardziej fantastyczne, które go najgłębiej odprężają. W tego rodzaju praktyce najważniejsza jest regularność, systematyczność ćwiczeń, które zazwyczaj powinny trwać od 10 do 20 minut, codziennie. Badania wyraźnie wskazują, że bez systematycznego ćwiczenia fizjologiczne efekty prawie w ogóle nie występują.  Prawidłowo prowadzona praktyka medytacji i wizualizacji jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Większość ludzi nie ma większych problemów z utrzymaniem jej systematyczności. Każdy znajdzie 10 minut w ciągu dnia, by zadbać o swoje zdrowie, organizm i mózg.

Znaczenie podświadomych przekonań

Praktyka wizualizacji, jako integralna część autohipnozy może pomóc nam radzić sobie ze stresem jeszcze w inny sposób. Chodzi o to, by organizm nie reagował napięciem na sytuacje, które wcześniej wywoływały stres. Ogromna część naszych negatywnych reakcji emocjonalnych, czyli reakcji stresowych, uwarunkowana jest przekonaniami na temat rzeczywistości, które nie mają wiele wspólnego z prawdą. Bardzo duża część naszych przekonań jest wynikiem negatywnych doświadczeń, które zostały zgeneralizowane, ponieważ domyślną funkcją naszego mózgu jest tworzenie generalizacji.

Mózg tak działa, ponieważ ułatwia mu to funkcjonowanie w rzeczywistości. I pomimo że rozpoznanie oparte o generalizacje może być błędne, to jednak pozwala przeżyć (jako tako). Nie wymaga zużywania zasobów poznawczych na głębokie analizowanie wszystkich bodźców za każdym razem. Wszyscy w ten sposób funkcjonujemy. Myśli typu: „politycy to złodzieje”, „w tym kraju nie da się uczciwie zarobić dużych pieniędzy”, „większość facetów to gnojki”, „żeby mieć pieniądze trzeba ciężko pracować” itp. to przykłady generalizacji. Rządzą one myśleniem wielu ludzi, ich postrzeganiem świata, samego siebie i innych, oraz nieświadomymi, automatycznymi reakcjami na zdarzenia.

Te same sytuacje życiowe w jednych ludziach wywołują wielki stres, a w innych nie. Dlaczego? Ponieważ są inaczej postrzegane, inaczej interpretowane. Ktoś wychodzący przed publiczność na prezentację może odczuwać potworny stres, ponieważ podświadomie sądzi, że inni będą go oceniać negatywnie, że czekają by wytknąć mu błędy, że chcą go pogrążyć, zdyskredytować, udowodnić, że jest niekompetentny itd. Jeżeli w ten sposób interpretujemy całą sytuację, nic dziwnego że odczuwamy paraliżującą tremę przed publicznym wystąpieniem.

Siła iluzji

Zupełnie inaczej na tą samą sytuację zareaguje ktoś, kto jest podświadomie przekonany, że słuchacze są bardzo ciekawi tego, co ma do powiedzenia, że go lubią, że przyszli, by się czegoś nowego dowiedzieć, albo po prostu miło i ciekawie spędzić czas, że są pozytywnie nastawieni, tolerancyjni i życzliwi itp. Tego rodzaju przekonania z pewnością będą powodem o wiele mniejszego stresu. Ostatecznie nawet nie ma większego znaczenia jaka jest prawda obiektywna! Być może rzeczywiście słuchacze są nieżyczliwi i krytyczni, ale jeżeli prezenter jest przekonany, że jest inaczej, poziom jego napięcia będzie niski.

Dobrą wiadomością jest to, że nasze podświadome przekonania o rzeczywistości możemy kształtować tak, by nam służyły i obniżały poziom reakcji stresowej. Okazuje się, że wcale nie będziemy musieli się „samooszukiwać” i patrzeć na świat przez „różowe okulary”, popadając w przyjemną iluzję. Analizy psychologiczne wskazują, że większość ludzi, przeżywających stres, żyje w tego rodzaju iluzji od dawna. Iluzja ta ma jednak charakter negatywny, patrzą oni przez „czarne okulary”. Trudno nie mieć takich okularów na nosie, gdy posłucha się kilka razy z rzędu wiadomości w telewizji. To właśnie dlatego reagujemy stresem prawie na wszystko. Oczywiście jesteśmy przekonani o tym, że widzimy świat realny, świat obiektywny. Na tym właśnie polega siła tej iluzji. Jest ona niezwykle sugestywna.

Myślenie racjonalne i wyobraźnia

Wystarczy zatem zacząć NAPRAWDĘ racjonalnie patrzeć na rzeczywistość, by zredukować stres o 80%! Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ mózg działa w sposób automatyczny. Zgodnie ze schematami wdrukowanymi w jego strukturę przez wieloletnie powtarzanie tych samych myśli, wyobrażeń, emocji. Aby dokonać realnej zmiany musimy nauczyć mózg innych reakcji, innych myśli i emocji. I w tym właśnie miejscu niezwykle przydatna okazuje się wizualizacja. Te części naszego mózgu, które odpowiadają za automatyczne zachowania, automatyczne reakcje i automatyczne myślenie, posługują się obrazami i emocjami, a nie logicznym myśleniem i słowami. Jedynym zatem sposobem dotarcia do nich z nowymi programami mentalnymi jest posługiwanie się doświadczeniem wyobrażonym.

Mózg nie odróżnia bowiem doświadczenia realnego od doświadczenia wyobrażonego, o ile to drugie jest wystarczająco plastyczne i pochłaniające uwagę. Każdy z nas przekonuje się o tym wielokrotnie podczas śnienia marzeń sennych, albo gdy wyobraża sobie różne rzeczy, które mają dla niego znaczenie. Na przykład zazdrosny mąż może dostać ataku furii tylko na myśl o tym, że żona może go zdradzać. Młody chłopak może doświadczyć silnego pobudzenia seksualnego, gdy wyobrazi sobie scenę erotyczną, w której bierze udział. Wyobraźnia wpływa na nasz mózg bardzo silnie. Użyta we właściwy sposób może spowodować zmiany połączeń neuronowych oraz zmianę podświadomych przekonań. W ten sposób możemy radykalnie obniżyć poziom reakcji stresowej na określone sytuacje, które wcześniej były źródłem stresu.

Jeżeli w ten sposób zmienimy nasze reakcje w kilku konkretnych sytuacjach mózg znowu zastosuje swoją ulubioną strategię: zgeneralizuje to doświadczenie. Zaczniemy wtedy samych siebie postrzegać w ogóle jako „osoby odporne na stres”, „wyluzowane”, „spokojne” itd. Dokona się w nas głęboka zmiana nie tylko na poziomie zachowań i reakcji, ale także na poziomie tożsamości. Tak głęboką zmianę będzie szalenie trudno cofnąć.

Autohipnoza i modlitwa

Niewiele osób zauważa podobieństwa psychologiczne pomiędzy autohipnozą i modlitwą. Jedna z nich egzystuje bowiem w środowisku terapeutycznym, psychologicznym, podczas gdy druga jest zazwyczaj domeną religii. Jednak autohipnoza i modlitwa są do pewnego stopnia do siebie bardzo podobne. Obie odbywają się w stanie transu, czyli głębokiego skupienia na rzeczywistości wewnętrznej.

Czym jest trans?

Trans jest naturalnym zmienionym stanem świadomości, który zdarza się nam wszystkim od czasu do czasu. Jest to stan głębokiego skupienia uwagi na jakimś przedmiocie. Najczęściej jest to przedmiot zewnętrzny, czyli na przykład, film, mecz piłkarski, oczy ukochanej osoby lub brzmienie jej głosu. W transie zapominamy o zewnętrznym świecie, o upływie czasu i często o sobie samym. Czasami jednak popadamy w stan transu, czyli głębokiego skupienia na rzeczywistości wewnętrznej. Wspominamy jakieś wydarzenie lub marzymy o czymś, co wydarzy się w przyszłości. Jeżeli robimy to w sposób intencjonalny, w pełni świadomy to mówimy o praktyce autohipnozy lub modlitwy.

Zarówno w  autohipnozie, jak i w modlitwie wyobrażamy sobie realizację upragnionego rezultatu: zdrowie, uwolnienie od nałogu, nową pracę, motywację do działania itd. W obu przypadkach można wyobrażać sobie zarówno upragniony stan, jak i proces do niego prowadzący. Robimy to dość szczegółowo, wraz z tym, jak radzimy sobie z przeszkodami, który mogą powstać na drodze do realizacji. Przypomina to także korzystanie z innej techniki psychologicznej, którą nazywamy „intencją wdrożeniową”.

Poza ego

W autohipnozie, podobnie jak w modlitwie komunikujemy się z czymś (kimś), co można określić jako „nie-ja”, czy też „nie-ego”. Zwracamy się do podświadomości, czy też „nieświadomego umysłu”, ewentualnie jakiejś części podświadomości, która odpowiedzialna jest za określone zachowania. Na przykład, osoba chcąca zredukować swój apetyt na słodycze, może zwrócić się do części podświadomości, która odpowiada za jedzenie słodyczy. Może zmotywować ją, by wybrała jakąś inną czynność, która tak samo dobrze, albo lepiej będzie zaspokajać tę samą potrzebę. Nie musi ona wiedzieć jak dokładnie będzie przebiegał proces redukcji apetytu na słodycze. Również nie musi wiedzieć jakie zachowanie zostanie wybrane przez podświadomość w zastępstwie jedzenia słodyczy. Jest jednak przekonana, że podświadomość znajdzie twórczy i pozytywny dla niej sposób zrealizowania tej sugestii.

Podczas modlitwy zachodzi bardzo podobny proces. W modlitwie jednak zwracamy się nie do podświadomości, lecz do Boga, czy też do Wyższej Świadomości, Boskości itp. Również nie musimy wiedzieć, w jaki sposób Bóg zrealizuje naszą prośbę. Pozostawiamy to Jego wolności i nieprzewidywalności.  Ufamy, że będą to dobre dla nas zmiany, że Bóg nam pomoże, ponieważ nas kocha. Poddajemy się mu całkowicie. Ufamy mu i poddajemy się Jego woli. Jednocześnie pojawia się w nas głębokie poczucie spokoju i ufności oraz przekonanie, że Bóg ma ogromną potęgę, wielką moc, wielokrotnie przekraczającą nasze możliwości i siły. Dzięki ufności w tę moc, mamy dostęp do nieograniczonego źródła energii.

Głęboka wiara w to, że coś więcej niż „moc ego”, czyli nasze własne możliwości, zaangażowane jest w dokonywanie zmiany, jest jednym z warunków jej skuteczności i trwałości. Zauważyli to już twórcy ruchu Anonimowych Alkoholików, którzy w 12 krokach umieścili takie punkty jak:
2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

Komunikacja z podświadomością

W przypadku autohipnozy podobną rolę spełnia podświadomość, która dysponuje większymi zasobami niż świadomy umysł. Freudowskie wyobrażenie umysłu jako góry lodowej, dryfującej w ocenie, której tylko mały procent znajduje się na powierzchni (świadomość), a zdecydowana większość pod powierzchnią wody (podświadomość) jest doskonałą metaforą relacji między siłą świadomości i podświadomości. Gdyby siła świadomości była większa nikt nie miałby problemów z rzucaniem nałogów, motywowaniem się do działania, zmianą psychologiczną. Wystarczyłaby prosta decyzja świadomości. W procesie komunikowania się z podświadomością podczas autohipnozy możemy nawet otrzymywać od niej informacje zwrotne. Przybierają one postać wrażeń ideosensorycznych i ideomotorycznych, które umacniają nas w przekonaniu, że zmobilizuje ona wszystkie potrzebne zasoby, by dokonać zmiany, na której nam zależy.

W czysto subiektywnego, psychologicznego punktu widzenia różnice pomiędzy autohipnozą (hipnozą) i modlitwą są nieznaczne. Tylko od nas zależy, które podejście wybierzemy. Możliwe jest także podejście „hybrydowe”, które łączy ze sobą obie te praktyki. Przykładem takiego podejścia, do pewnego stopnia, jest praktyka modlitwy w Hunie. Uwzględnia ona modlitwę do Nadświadomości i zaangażowanie w nią podświadomości. Według Huny, tylko ona może nawiązać z Nadświadomością kontakt. Oczywiście istnieją także niezliczone i bardzo osobiste formy pracy z umysłem, które są przykładami  podejścia hybrydowego.

Skuteczność jest miarą prawdy

Najważniejsza w tym wszystkim jest skuteczność. W moim osobistym scenariuszu pracy z umysłem w stanie głębokiego transu jest miejsce na komunikację z podświadomością. Z różnymi częściami mojej podświadomości, przedstawienie im mojej intencji, pragnienia, obrazu końcowego. Kiedy jest to tylko możliwe (a tak jest w większości przypadków), wyobrażenie procesu prowadzącego do celu. Wraz ze sposobami pokonywania, pojawiających się na drodze do realizacji celu, przeszkód. Na koniec sesji zaangażowanie w proces realizacji mojej wizji Wyższej Mocy (Wyższej Świadomości, Nadświadomości), wyrażenie głębokiego zaufania jej Mocy oraz poddanie się Jej woli w zakresie sposobów realizacji mojej wizji. Jest także miejsce na poczucie wdzięczności.

W pracy z niektórymi problemami warto także otworzyć się na wyobrażenia, które sama podświadomość (w ujęciu modlitewnym będzie to Nadświadomość, Bóg lub Duch) przedstawia nam podczas transu-skupienia-modlitwy. Praca z wyobrażeniami, spontanicznie wypływającymi na powierzchnię świadomości, może przynieść bardzo szybkie rezultaty, ponieważ operujemy w naturalnym języku podświadomości. Przypomina to psychologiczną pracę z podświadomością podczas procesu świadomego śnienia, w metodzie „strumienia wyobraźni” (ImageStreaming), podczas szamańskiej podróży lub hipnotycznej regresji do poprzednich wcieleń. Pojawiające się w tych technikach metaforyczne i symboliczne wizje tylko delikatnie korygowane są przez świadomość. Często poprzez samą jej obecność. Zgodnie z zasadą mechaniki kwantowej, która mówi, że obecność obserwatora (świadomość) wpływa na wynik eksperymentu (podświadomość). Ten delikatny wpływ staje się jednak ziarnem zasianym w podświadomości, z którego w sprzyjających warunkach (regularność praktyki) może wyrosnąć ogromne drzewo życiowych zmian na lepsze.

Motywacja jest przereklamowana?

W świecie rozwoju osobistego, trenerów, coachów, mówców motywacyjnych zajmujących się zmianą psychologiczną, samodoskonaleniem,  tworzeniem lepszej jakości życia podkreśla się powszechnie wagę motywacji. Jest ona rozumiana jako źródło energii, stan emocjonalny pełen zapału, wiary w powodzenie i chęci działania. Motywacja jako źródło energii do zmiany wytwarzana jest poprzez zastosowanie szeregu technik psychologicznych, od zwykłej rozmowy poczynając, poprzez ćwiczenia z wizualizacją, pracę z ciałem, a na kilkudniowych treningach motywacyjnych kończąc.

Przyjemność motywacji

Stan motywacji wiąże się bardzo silnie ze specyficznym „koktajlem” neurotransmiterów i neurohormonów w ciele i mózgu, wśród których ogromną rolę odgrywa dopamina – neuroprzekaźnik, będący paliwem układu nagrody w mózgu, a właściwie układu oczekiwania nagrody. Stan motywacji to stan podwyższonego poziomu energii i oczekiwania nagrody, przyjemny stan podniecenia, który ma być motorem zmiany. Bardzo łatwo w to uwierzyć, ponieważ pod wpływem motywacji mamy mnóstwo energii i czujemy to w swoim ciele i umyśle. Stan ten jest także dość łatwo wywołać.

Okazuje się jednak, że badania nie potwierdzają wielkiej roli motywacji w dokonywaniu trwałych zmian, na którym ludziom zależy. Jeżeli chcemy zmienić nawyki żywieniowe i ruchowe, by jeść mniej, ale za to bardziej zdrowego i odżywczego jedzenia, więcej się ruszać, regularnie ćwiczyć, medytować, uczyć się języków itd., pokładamy wielką nadzieję w motywacji. Wszędzie podkreśla się jej rolę, ale nie ona jest najistotniejszym czynnikiem zmiany.

Motywacja jest bowiem zmienna, zależy od bardzo wielu czynników: od poziomu glukozy we krwi, od pogody, od nastroju, od okoliczności życiowych i innych zmiennych, które na poziom motywacji bardzo wpływają. Osoby pracujące nad zmianą zachowań i nawyków, często stają przed ścianą. Po kilku dniach silnej motywacji nic im się po prostu nie chce dalej pracować nad zmianą. Czują wypalenie i nawet „nie chce im się chcieć” cokolwiek robić. Jest to związane właśnie ze zmienną naturą motywacji, rozumianej jako stan emocjonalny, stan energetyczny. Zmienność jest jej naturą, podczas gdy do skutecznego działania potrzebna jest systematyczność.

Siła woli

Osoby odnoszące sukces w zmianie osobistej, z pewnością czują motywację na początku treningu nowego zachowania. Po jej wyczerpaniu korzystają z innego „paliwa” zmiany – siły woli, która służy do wyrobienia nowych nawyków. Siła woli jest uzależniona od aktywności kory przedczołowej, od poziomu stresu, od ilości podejmowanych decyzji. Zależy też od głębokiej motywacji, która nie jest jedynie stanem emocjonalnym, przyjemnym podnieceniem i ochotą na działanie, lecz jest głębokim zrozumieniem wartości, które stoją za zmianą. Osoby odnoszące sukces działają nawet wtedy, gdy nie mają ochoty na działanie, nawet wtedy gdy im się nie chce. W ten sposób korzystają ze swojej siły woli, która podlega treningowi. Siła woli jest bowiem bardzo podobna do siły mięśni. Wyczerpuje się z czasem, zużywa się w miarę kolejnych zadań, regeneruje się podczas przerwy, podczas snu, relaksacji itp. Podlega ona również treningowi, można ją po prostu w sobie wyćwiczyć, podejmując różnego rodzaju ćwiczenia.

Zauważono np. że osoby, które dbają o to, by regularnie medytować przez 10 minut dziennie, co jest stosunkowo niewielkim wysiłkiem dla siły woli, mają tendencję, by trzymać się nowej diety, regularnie ćwiczyć, czy lepiej dbać o swój budżet, wydając mniej pieniędzy na zaspokajanie chwilowych „zachcianek”. Podobny efekt zauważono u osób rozpoczynających regularne ćwiczenia. Jeżeli siła woli jest zaangażowana w niewielkim stopniu w jakieś systematyczne działanie, rośnie jak ćwiczony mięsień i potrafi udźwignąć dodatkowe obciążenia, np. lepiej trzyma się diety.

Potęga nawyków

Z czasem nowe działanie, podtrzymywane dzięki sile woli, zostaje przejmowane przez inne części naszego mózgu, tzw. jądra podstawy i stają się naszymi nawykami. Nie zużywamy wtedy na ich wykonywanie prawie żadnej energii. Wieloletni zawodnik albo mużyk, codziennie ćwiczy nawet nie zastanawiając się nad tym. To codzienna rutyna, rytuał nad którym nawet się nie zastanawia. Nie podejmuje decyzji, więc działanie nie wymaga od niego siły woli. Stało się nawykiem. To jest ideał skutecznego działania.

Badania nad osobami osiągającymi sukcesy potwierdziły, że najważniejszym czynnikiem sukcesu jest umiejętność wytworzenia w sobie szeregu właściwych nawyków działania. Niezależnie od poziomu motywacji, od poziomu energii wykonujemy swoje zadania. To jest najważniejszy składnik sukcesu. W tworzeniu nowych nawyków może nam bardzo pomóc trening siły woli, wysoki poziom świadomości (mindfulness), zdolność do uświadamiania sobie rządzących nami schematów myślenia, reakcji i emocji, umiejętność dystansowania się wobec nich oraz zarządzania nimi (medytacja). Można także skorzystać ze strategii mininawyków, wynikająca z filozofii kaizen.

Wychodzi ona z założenia, że największym problemem w tworzeniu nowych nawyków jest opór ze strony podświadomości, której zasadniczym zadaniem jest utrzymanie status quo. „Po co cokolwiek zmieniać skoro do tej pory jakoś udało się przeżyć”. To jest sposób „myślenia” podświadomości lub bardzo dużej jej części. Nie chcemy się tak naprawdę zmieniać. Radykalna zmiana wymaga od nas zbyt dużego wysiłku. Jest zbyt trudna. Filozofia kaizen i strategia mininwyków szanuje ten opór. Proponuje ona wprowadzanie zmian, które nie wymagają wysiłku, zatem nie wywołują oporu ze strony podświadomości. Są to zmiany zbyt małe, by wywoływać opór.

Moc jednej pompki

Jeden z wielkich propagatorów tego podejścia, Stephen Guise, postanowił na przykład, że codziennie będzie robił tylko jedną pompkę. Chciał wyrobić w sobie nawyk regularnego ćwiczenia. Dziesięć lat do tego podchodził, próbował wiele razy, zaczynał i porzucał trening po paru tygodniach. Zmiany były zbyt duże i wywoływały zbyt duży opór. Kiedy myślał, że znowu musi pójść na godzinny trening, wszystko w nim krzyczało „nie”. Kiedy jednak zmienił strategię działania i postawił sobie zadanie „zrobię tylko jedną pompkę”, nie było problemu. Nie było żadnego oporu. Po prostu wstawał i robił jedną pompkę. Jednak w 90% podejść, kiedy już zrobił jedną pompkę, „coś” w nim mówiło: „hej, to nie jest takie trudne, mogę zrobić jeszcze parę dodatkowych pompek” i robił koleje ćwiczenia.

Jego zadaniem zawsze było zrobienie tylko jednej pompki, ale regularnie przekraczał normę. W ten sposób, po kilku miesiącach, działanie zostało przejęte przez jądra podstawy w jego mózgu. Wytworzył się nawyk codziennego ćwiczenia. Nie wymagało to z jego strony żadnego wysiłku woli ani stanu motywacji. Niezależnie od tego jak bardzo źle, czy podle się czuł, jak bardzo był zmęczony lub jak bardzo skomplikowała się jego sytuacja życiowa, zawsze był w stanie zrobić tą jedną pompkę dziennie. Czasami robił ją w łóżku, na chwilę przez zaśnięciem, gdy zapomniał poćwiczyć w ciągu dnia.

Paliwo sukcesu

Podobnie postąpił z pisaniem. Podjął zadanie pisania codziennie 50 słów, które regularnie przekraczał. Dzięki strategii mininawyków podniósł swoją produktywność jako pisarza trzykrotnie. W ten sposób można postąpić z każdym innym, dobrym nawykiem. To może być np. pice większej ilości wody, regularne uczenie się języka obcego, medytacja, praca twórcza, dokształcanie się, czytanie itd.

Motywacja jest zdecydowanie przereklamowana na rynku rozwoju osobistego, łatwo ją wzbudzić, ale także łatwo uzależnia. Dopamina, która aktywowana jest w stanie motywacji, aktywuje się także podczas przyjmowania kokainy, w uzależnieniu od seksu, hazardu, alkoholu itd. Nic dziwnego, że wśród ludzi zainteresowanych rozwojem osobistym możemy spotkać tysiące osób uzależnionych od przyjemnego stanu motywacji. Biegają z jednego treningu, kursu, warsztatu rozwoju osobistego na kolejny. Wydają tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy złotych, by „podładować akumulatory” w grupie prowadzonej przez charyzmatycznego guru, mistrza, motywatora itp. Kręcą się kółko, nie odnoszą żadnego sukcesu. W stanie przyjemnego podniecenia pod wpływem dopaminy, „oczekują na nagrodę”. Tak po prostu działa dopamina. „Dealerzy dopaminy” zawsze znajdą swoich klientów. Kiedyś jednak trzeba się z tego uzależnienia wyrwać i zacząć przeprowadzać prawdziwe zmiany życiowe oparte o właściwe narzędzia.

Odchudzanie zaczyna się w głowie

Miliony ludzi na całym świecie prowadzą nierówną walkę ze swoją tuszą. Podejmują heroiczne wysiłki, by pozbyć się kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu kilogramów tłuszczu ze swego ciała. Nie można im odmówić motywacji, ani siły woli. Z pewnością bardzo chcą osiągnąć trwały sukces. Mają ogromną motywację, a jednak ponoszą porażkę. Przechodzą na dietę, nadzwyczajnym wysiłkiem woli rezygnują z węglowodanów, słodyczy, radykalnie obniżają ilość spożywanych kalorii, zaczynają zrzucać wagę, osiągają nawet swój cel, który sobie wyznaczyli i po krótszym lub dłuższym czasie, wracają do początkowej wagi, a nawet ją przekraczają.

Dlaczego wracamy do poprzedniej wagi?

Efekt jojo, obserwowany przez miliony widzów na przykładzie walki z nadwagą, którą toczyła słynna amerykańska prezenterka telewizyjna i autorka znakomitych programów, Oprah Winfrey, dopada wcześniej czy później każdego, kto odchudza się stosując restrykcyjną dietę.

Gdy Oprah zaczynała pracować jako prezenterka wiadomości, jej waga skoczyła z pięćdziesięciu siedmiu do sześćdziesięciu trzech kilogramów. Dziennikarka poszła więc do dietetyka, który wyznaczył jej plan odchudzania „tysiąc dwieście kalorii dziennie”. Oprah przeszła na dietę, straciła trzy kilogramy w pierwszym tygodniu, a po miesiącu ponownie ważyła pięćdziesiąt siedem kilogramów. Potem jednak stopniowo przybierała na wadze, a gdy dobiła do dziewięćdziesięciu sześciu kilogramów, na cztery miesiące zrezygnowała z pokarmów stałych. Na płynnych suplementach diety przeżyła cztery miesiące, chudnąc do sześćdziesięciu sześciu kilogramów. Wystarczyło kilka lat, żeby stała się cięższa niż kiedykolwiek. Utyła do stu siedmiu kilogramów, a jej pamiętnik zapełnił się modlitwami o schudnięcie. Kiedy nominowano ją do nagrody Emmy, modliła się o zwycięstwo Phila Donahue, swojego rywala z innego talk-show. Jak potem wspominała: „Nie musiałabym wtedy wystawiać się na pośmiewisko, staczając tłusty zadek z krzesła i idąc środkiem sali na estradę”. (R.F. Baumeister, J. Tierney – „Siła woli”. Media Rodzina, Poznań 2013).

Mechanizm jojo

Grube szczury w laboratorium, gdy pierwszy raz przechodzą na dietę chudną dość szybko. Potem, gdy mogą jeść co chcą, tyją, wracają do pierwotnej wagi, a nawet ją przekraczają. Kolejna dieta również powoduje chudniecie, ale w wolniejszym tempie, za to powrót do diety „jedzta, co chceta i ile chceta” powoduje szybki powrót do wagi. Po trzech lub czterech takich cyklach, dieta odchudzająca przestaje działać. Szczury konsumują o wiele mniej kalorii, ale nie tracą na wadze!

Diety restrykcyjne nie działają. Diety szkodzą! Teraz wiemy to już z całą pewnością. A jednak wciąż ludzie do nich wracają. Najpopularniejsza wskazówka, którą można usłyszeć podczas walki z otyłością brzmi: musisz mniej jeść i więcej się ruszać! Eureka! Wspaniała rada! Jaka prosta i w swojej prostocie genialna! Przypomina inną, równie często powtarzaną radę, pozwalającą osiągnąć sukces finansowy: musisz więcej zarabiać i mniej wydawać! Super! Odmianą tej „genialnej” rady jest stwierdzenie: „musisz więcej sprzedawać swoich produktów lub usług”! No i pozamiatane. Można iść do domu, koniec szkolenia.

Dlaczego ludzie ponoszą porażki?

Mnóstwo starych, tradycyjnych strategii pozbywania się nadwagi po prostu nie działa, ponieważ pochodzą one z tzw. zdroworozsądkowego sposobu myślenia o ludzkim zachowaniu. W świetle najnowszych badań nasze zachowania jednak wcale nie są zdroworozsądkowe lecz podlegają wielu skomplikowanym mechanizmom psychologicznym. Wiele z tych mechanizmów zaskakują badaczy, a nawet wprawiają ich w osłupienie! Choć bardzo pragniemy zachowywać się racjonalnie, dokonywać przemyślanych decyzji i kierować się zdroworozsądkowym myśleniem, to praktyka jest zupełnie inna. Mózg nie zawsze zachowuje się zgodnie z tymi regułami, a nasze zachowania często nas samych zaskakują, a nawet rozczarowują.

Dziś potrafimy już konstruować strategie psychologiczne, które biorą pod uwagę paradoksalną naturę naszego mózgu, ale wiedza na ten temat z trudnością przebija się do powszechnej świadomości, ponieważ ludzie wciąż wolą wierzyć, że są istotami racjonalnymi z natury. Jednym z tajemniczych mechanizmów funkcjonowania naszego umysłu, który nie sprzyja redukcji tłuszczu w naszym ciele oraz zmianie nawyków żywieniowych jest tzw. efekt odbicia. Znamy go wszyscy, choć nie wyciągamy z tych obserwacji właściwych wniosków.

Siła woli nie działa!

Kiedy słynny pisarz rosyjski Lew Tołstoj był jeszcze dzieckiem, jego starszy brat przeprowadził na nim pewien eksperyment. Posadził go w kącie i powiedział, ze nie może stamtąd wyjść, dopóki nie przestanie myśleć o białym niedźwiedziu. Po dłuższym czasie brat powrócił, by zastać małego Lwa Tołstoja w kącie, sparaliżowanego natrętnymi myślami o białym niedźwiedziu.

Amerykański badacz, autor terminu „efekt odbicia” Daniel Wegner, przeprowadził wiele eksperymentów potwierdzających działanie tego efektu. Próba tłumienia swoich myśli i uczuć przynosi odwrotny skutek. Im bardzie pragniemy zasnąć, tym mniejszą mamy szansę na zaśnięcie. Osoba na diecie bez węglowodanów, marzy o ciepłych bułeczkach i chałce z masłem.

Mózg działa jak radar

Im bardziej staramy się o czymś nie myśleć, tym bardziej nasza podświadomość, czyli mózg, będzie podsuwał nam myśli na ten temat. Jeżeli coś określimy jako „zagrożenie”, mózg będzie nastawiony na wyszukiwanie tego zagrożenia. Ten mechanizm umożliwił przetrwanie naszemu gatunkowi przez miliony lat ewolucji. Jeżeli zatem postanowisz: „od dziś rezygnuję ze słodyczy, nie jem żadnych słodyczy, słodycze to zło”, twój mózg umieści słodycze w kategorii „zagrożenia” i będzie jak radar wyszukiwał wszelkich zagrożeń, by ich uniknąć. Zatem twoja podświadomość będzie nastawiona na wyszukiwanie słodyczy!

Wchodzisz do sklepu, a tam mnóstwo wspaniałych słodkości! Tu ciasteczka, tam czekoladki, batoniki, chipsy, cukiereczki! Mnóstwo tego jest! Więcej niż zwykle! I do tego jakie smaczne! Twój mózg natychmiast przypomni Ci cudowny smak twoich ulubionych czekoladowych cukierków. Gdzie one są? O leżą tam… ale nie! Nie mogę o nich myśleć! One są złe! Ten cudowny smak jest zły! Nie mogę, nie powinienem… i co? Kupujesz pół kilograma. Twój mózg doprowadził Cię do tego, że nie mogłeś oprzeć się pragnieniu. Tak to działa. Lubimy myśleć, że potrafimy panować nad swoją podświadomością, ale to złudzenie. Przekonali się o tym wielokrotnie ci, którzy robili tzw. noworoczne postanowienia o rzuceniu palenia, czy zaprzestaniu jedzenia słodyczy. To po prostu nie działa. Nie w ten sposób.

Zgubne poczucie winy

Innym mechanizmem, którego ludzie nie biorą pod uwagę przy pozbywaniu się niekorzystnych nawyków i nałogów jest błędne koło poczucia winy. Alkoholik kiedy się upije, na drugi dzień ma poczucie winy, że to zrobił, ale żeby uwolnić się od poczucia winy, musi sięgnąć po alkohol. Osoba obżerająca się ma poczucie winy, że znowu wrzuciła w siebie obiad o wartości 2000 kcal (drugi już dzisiaj), ale żeby poradzić sobie z tą emocją, stosuje strategię „zajadania złych emocji„, czyli poprawia sobie nastrój, sięgając po tabliczkę (czasem dwie) czekolady lub wiaderko lodów. Błędne koło. Poczucie winy to stres. Dziś wiem już że hormony stresu mają dodatkowe, uboczne działanie. Zwiększają wrażliwość neuronów dopaminergicznych, czyli tych obszarów mózgu, które są uwrażliwione na działanie dopaminy, substancji pobudzającej nasz układ nagrody w mózgu.

Im większy stres przeżywasz, tym bardziej pobudzasz w sobie potrzebę, oczekiwanie doświadczania jakiejś nagrody, czyli przyjemności. Kiedy mąż pokłóci się z żoną, idzie na wódkę do baru. Kiedy dziewczyna rozstanie się ze swoim partnerem, siada wieczorem przed telewizorem z wiaderkiem lodów czekoladowo-waniliowych. Po awanturze z rodzicami heroinista natychmiast musi wyjść i dać sobie w żyłę. Stres aktywuje złe nawyki, które związane są z obietnicą nagrody. Dotyczy to każdego człowieka. Różnimy się tylko sposobem nagradzania się. Najczęściej mechanizm ten popycha nas w złą stronę. Jedzenie bardzo często jest nagrodą. Nasz mózg uczy się tego od dzieciństwa, gdy za dobre zachowanie dostawialiśmy słodycze, gdy po zdanych egzaminach szliśmy na wystawny obiad itp. W naszej kulturze jedzenie jest nagrodą, wiąże się z celebracją sukcesu.

Aikido umysłu

Nie łatwo jest żyć bez nagród, bez przyjemności. Na szczęście w skutecznych strategiach odchudzania nikt do tego nie namawia! Odchudzanie to nie jest samoumartwianie się, to nie jest praktykowanie ascezy! Podobnie jak w aikido, japońskiej sztuce walki, chodzi o to, by umieć wykorzystać energię przeciwnika i skierować ją w inną stronę. Nauka i badania nad mózgiem dostarczają nam wiedzy jak to zrobić. Nie jesteśmy już skazani na stare, nieskuteczne, „zdroworozsądkowe” sposoby odchudzania się. Dzięki nauce i badaniom możemy dziś pokonać samolotem odległość dzielącą Nowy Jork od Warszawy w kilkanaście godzin, podczas gdy jeszcze 100 lat temu trzeba było na to paru tygodni podróży statkiem. Taki sam, a nawet większy rozwój notujemy w nauce o funkcjonowaniu naszego mózgu oraz podświadomości. Naprawdę nie musimy płynąć wielu tygodni do naszego celu jakim jest mniej tkanki tłuszczowej, możemy tam dolecieć w kilkanaście godzin!

Uwaga! Jeżeli interesuje Cię internetowy kurs „Psychologia odchudzania”, kliknij  w ten link. Znajdziesz tam także linki do nagrań hipnotycznych wspomagających odchudzanie, takich jak „Stabilizator diety”, „Motywacja do ćwiczeń” czy „Post w JemNieJem”.

 

Czy wizualizacja może zaszkodzić?

Wizualizacja, autohipnoza, obrazowanie wewnętrzne, to potężne narządzie, które bardzo silnie wpływa na podświadomość. Skutecznie potrafi przeprogramować sieć połączeń neuronowych w naszym mózgu, tworząc nowe przekonania, postawy i podświadome wzorce reakcji. Nieumiejętnie stosowana może jednak przynieś więcej szkody niż pożytku.

Fanatycy wizualizacji

Kilkanaście lat temu, podczas prowadzenia jednego z treningów spotkałem wyjątkowo radosnego, uśmiechniętego,  czterdziestoparoletniego, bardzo pozytywnie nastawionego do życia mężczyznę. Kilka miesięcy wcześniej skończył on jeden z najbardziej popularnych treningów wizualizacji na świecie. Podzielił się ze mną swoją radością i pozytywnym nastawieniem, mówiąc mi że właśnie opuścił swoją żonę i rodzinę. Mieszka teraz u kochanki (która też ukończyła ten sam trening) w maleńkim mieszkanku. Rzucił pracę i chwyta się teraz doraźnych zleceń, ale za to ma mnóstwo czasu na wizualizację. Wizualizuje więc, że ma mnóstwo pieniędzy, piękny dom, wyjeżdża na wakacje na Karaiby itd. Uwielbia te wizualizacje, dostarczają mu mnóstwo pozytywnej energii i przyjemności. Jest absolutnie przekonany, że wizualizacja spowoduje, że jakimś cudem to wszystko osiągnie. Poczułem się dziwne. Był w takim stanie, że żadne racjonalne argumenty do niego nie docierały.

Spotkałem go po kilku latach. Dalej wizualizował. Powiedział, że od czasu gdy się widzieliśmy, a minęło wtedy osiem lub dziewięć lat, wiele się zmieniło. Nie ma pracy, z kochanką rozstali się już po paru miesiącach, zamieszkał u rodziców. Dalej jednak wizualizuje swój sukces i na pewno będzie dobrze. Zrobiło mi się go szkoda, więc postanowiłem mu wyjaśnić jak działa wizualizacja po raz drugi. Niestety, nic do niego nie docierało. Był „wyznawcą wizualizacji” w formie, która została przedstawiona mu na tym popularnym i dość powierzchownym treningu. W międzyczasie została wydana książka i film „Sekret”, który taką właśnie wersję pracy z podświadomością jeszcze bardziej w nim umocnił.

Rzeczywiście w jego przypadku wizualizacja okazała się niezwykle skuteczna. Tak bardzo przekonała ona jego podświadomość, że osiągnie bogactwo w cudowny sposób, że przestał on cokolwiek w tym kierunku robić. Moim zdaniem ten mężczyzna zrobił sobie krzywdę wizualizacją, choć w ogóle tego nie zauważał. Był zadowolony. „Oczekiwanie na sukces jest połową radości z sukcesu”.

Kiedy wizualizacja szkodzi?

Nie jest to odosobniony przypadek niewłaściwego użycia potęgi wizualizacji. Jedne z badań wykazały, że studenci, którzy regularnie wizualizowali, że zdają świetnie egzaminy, osiągali gorsze wyniki podczas egzaminów, niż ich koledzy, którzy nie wizualizowali. Ich podświadomość została przekonana, że świetnie zdadzą egzamin. Nie generowała więc impulsu w postaci lęku, który ich kolegów popychał do rzetelnej nauki. Uczyli się o wiele mniej, więc gorzej zdali egzaminy.

Inne badanie wykazało, że odchudzające się kobiety, które stosowały dietę, trening i wizualizację, w której widziały siebie jako szczupłe, zrzuciły przeciętnie znacząco mniej tłuszczu, niż ich koleżanki, które ograniczyły sie tylko do diety i treningu. Wizualizacja efektu końcowego podziałała na nie demobilizująco, podobnie jak w przypadku studentów. Przekonane, że odniosą sukces, mniej rygorystycznie przestrzegały diety i mniej intensywnie ćwiczyły, osiągając gorsze rezultaty.

Inny mechanizm demobilizującego działania wizualizacji efektu końcowego może polegać na tym, że wizja odległego celu, kiedy człowiek bez pracy wizualizuje siebie jako milionera, może podświadomie generować opór przed działaniem. Cel jest tak wygórowany i tak odległy, że podświadomie zaczynamy wątpić w możliwość jego osiągnięcia. To działa także demobilizująco.

Jak właściwie korzystać z wizualizacji?

Prawidłowe użycie wizualizacji w tych przypadkach polegałoby raczej na wyobrażaniu sobie procesu osiągania celu i towarzyszących mu pozytywnych emocji, niż radości z osiągnięcia celu. Można także zastosować oba podejścia równocześnie, kiedy wizualizujemy radość sukcesu wraz z satysfakcją wynikającą z podążania drogą do niego prowadzącą.

Studenci zatem powinni wizualizować, że uczą się do tych egzaminów pilnie, znajdują przyjemność i satysfakcję w nauce oraz zdają egzaminy świetnie. Kobiety odchudzające się powinny wizualizować, że rygorystycznie przestrzegają diety i ćwiczą bardzo intensywnie, znajdując w tych działaniach satysfakcję. Piękna sylwetka zaś jest bezpośrednio powiązana z konkretnym i skutecznym działaniem do niej prowadzącym.

Inną możliwością jest użycie wizualizacji negatywnych skutków braku działania, czyli oblewania egzaminu czy przybrania jeszcze bardziej na wadze, by zmobilizować podświadomość do wysiłku. Wiadomo, że osoby które przestrzegają diety posiłkują się tego typu obrazami. Kiedy na przykład ktoś odchudzający się przechodzi obok cukierni i pojawia się w nim myśl, by wstąpić na ciasteczko, nie ulega tej pokusie. Postępuje tak dlatego, że jednocześnie pojawia się w jego głowie wyraźny obraz tego, jak to ciasteczko zamienia się w ohydny tłuszcz i odkłada się mu na brzuchu i biodrach. Obraz ten jest tak wyraźny i pobudzający emocjonalnie, że pokonuje obraz przyjemności z jedzenia ciasteczka.

Paradoksy wizualizacji

Z takimi wizualizacjami negatywnymi trzeba jednak uważać, ponieważ istnieje mechanizm odczulania podświadomości. Polega on na tym, że podświadomość stopniowo oswaja się z negatywnymi emocjami związanymi z jakąś sytuacją. Mechanizm ten stosuje się np. w walce z fobiami i irracjonalnymi lękami. Mężczyzna, który na przykład boi się podejść do pięknej kobiety, by rozpocząć rozmowę, może sobie wyobrazić, że kobieta ta odrzuca go w sposób absolutnie spektakularny. Robi z niego pośmiewisko. Mówi że jest kompletnym idiotą i beznadziejnym facetem, z którym nie chce mieć w ogóle do czynienia itd. Okazuje się, że gdy mężczyzna ten wyobrazi sobie taki scenariusz, przeżyje go w swojej wyobraźni, przestaje się go tak bardzo bać. Łatwiej mu podjąć działanie.

Istnieje wiele mechanizmów rządzących podświadomością i odnalezienie skutecznego sposobu oddziaływania na nią wcale nie jest takie proste, jak opisują to autorzy bestsellerowych poradników z cyklu „jak osiągnąć sukces, nic nie robiąc, tylko wizualizując”. Oczywiście znajdą oni miliony zwolenników, bo ludzi nie przepadających za wnikliwym myśleniem i dogłębnym badaniem zagadnień jest o wiele więcej niż tych, którzy są w stanie poświęcić czas, uwagę i energię na solidne przestudiowanie problemu.

Niestety, ludzie ślizgający się jedynie po powierzchni sztuki wizualizacji i autohipnozy, często nie uzyskują rezultatu, którego pragnęli. Zaczynają wtedy w swojej ignorancji twierdzić, że wizualizacja nie działa, szydzą z niej i śmieją się z jej zwolenników. Ich przekaz często trafia do ludzi, którzy nigdy nie próbowali stosować tej świetnej metody, sprawiając że odwracają się od niej. Tracą okazję do skutecznego wpływania na swoją podświadomość , rozwiązania wielu problemów i podniesienia jakości swojego życia. Szkoda, bo wizualizacja jest niezwykle ciekawym i skutecznym narzędziem zmiany, o ile stosowana jest umiejętnie.

Eksperyment behawioralny

Przekształcanie własnych zachowań poprzez autohipnozę jest bardzo skutecznym sposobem podnoszenia jakości swojego życia. Jeżeli chcemy opanować nowe umiejętności (regularne ćwiczenia, łatwe nawiązywanie kontaktów, głęboka relaksacja, świadome śnienie itd.), pozbyć się starych, nieadekwatnych lub szkodliwych (nałogi, nieśmiałość, trema, nadmierny lęk przed ryzykiem itd.) musimy, w pewnej chwili, zdecydować się na podejmowanie tzw. eksperymentów behawioralnych, czyli prób nowych zachowań nie przekraczających zanadto dotychczasowej sfery komfortu.

Warto testować zmiany

Osoba chcąca zainstalować w swojej podświadomości upodobanie do aktywności fizycznej, powinna po pewnym czasie stosowania transu autohipnotycznego, w którym przeżywa głębokie zadowolenie, wręcz ekstatyczną radość z ćwiczeń siłowych, podjąć eksperymentalną próbę krótkiego treningu z niewielkimi ciężarami. To może być dosłownie 10 minutowy trening, w którym ćwiczeniom towarzyszy kultywowanie w sobie głębokiej satysfakcji. Jest to właściwie ćwiczenie w lekkim transie, nawiązującym do głębokiego transu hipnotycznego.

Ktoś, kto chce pozbyć się nieśmiałości, np. młody mężczyzna, który boi się podchodzić do pięknych kobiet i nawiązywać rozmowę, po parotygodniowym ćwiczeniu w transie autohipnotycznym, powinien podjąć eksperyment behawioralny. Może on polegać na tym, że np. wybiera nieco mniej atrakcyjne dla siebie kobiety, by podjeść i powiedzieć kilka miłych słów, nawiązać jakikolwiek, tymczasowy kontakt sytuacyjny. Kiedy jego podświadomość nauczy się nowego sposobu reagowania, powinien znowu nieznacznie przekroczyć strefę komfortu i podejść do nieco bardziej atrakcyjnych kobiet. I tak stopniowo, bez wielkiego wysiłku, może nauczyć się nawiązywania znajomości z najpiękniejszymi aktorkami lub modelkami.

Pogłębianie i utrwalanie zmiany

Eksperyment behawioralny jest nie tylko sposobem na sprawdzenie jak głębokie zmiany wywołała dotychczasowa praktyka autohipnotyczna. Sam w sobie jest sposobem na pogłębienie tych zmian, wprowadzenie ich na zupełnie nowy, głębszy poziom. Pomimo, że duża część mózgu nie odróżnia doświadczeń wyobrażonych (lub tym bardziej śnionych) od realnych, to w stanie pełnej świadomości duży wpływ na zachowanie mają te części mózgu, które odróżniają wyobrażenie od świata realnego. Eksperyment behawioralny ma za zadanie przekonać właśnie te części mózgu, że zmiana naprawdę zaszła. Nie jest tylko wyobrażeniem, subiektywnym przekonaniem, ale sprawdza się w rzeczywistości. To niezwykle ważna część strategii zmiany, która w wielu treningach, podręcznikach autohipnozy i kontroli własnego zachowania bywa pomijana. Podświadomość musi mieć wyraźny sygnał ze świata realnego, że coś się zmienia.

Zasadą jest to, że traktujemy takie nowe zachowanie jak eksperyment. Nazwa nie jest przypadkowa. My robimy w ten sposób pewne doświadczenie, obserwując rezultaty. W eksperymencie nie jest ważne to, czy coś osiągniemy nowym działaniem, tylko jak zachowywać się będzie nasz umysł, nasze emocje i ciało podczas eksperymentu. Jesteśmy w tym momencie „naukowcami”, obserwatorami zachowania ciała i umysłu. To ważne, ponieważ pozwala przyjąć nieco zdysocjowaną postawę, czyli postawę obserwatorów samych siebie z dystansu, co pozwala zachować większą kontrolę. Nie jesteśmy nastawieni na osiąganie rezultatu. Dziesięciominutowy trening, czy podejście do średnio atrakcyjnej kobiety w księgarni niczego nie zmieni w naszym życiu. To ułatwia doświadczenie nowego zachowania jako kroku w kierunku realizacji autohipnotycznych sugestii i wizualizacji.

Stopniowanie wyzwań

Osoba chcąca pozbyć się lęku przed publicznymi występami, może aranżować sytuacje, gdy przyciągnie na siebie uwagę większej grupy ludzi. Na zebraniu w szkole, w pracy, na otwartym wykładzie, może zadać pytanie lub podzielić się jakąś wątpliwością. Ktoś, kto chce się pozbyć nałogu, może odmówić papierosa, gdy ktoś częstuje, albo przeżyć pół dnia bez papierosa. Mam znajomą, która nie pali tylko przez jeden dzień. Pewnego dnia rano wstała i stwierdziła, że nie będzie palić tylko przez jeden dzień. Udało się jej to bez problemu. Następnego dnia wstała i stwierdziła, że dziś też nie będzie palić tylko przez ten dzień. I w ten sposób nie pali już kilka lat. Oczywiście z czasem zapomniała, że była kiedykolwiek osobą palącą. Nie musiała już każdego dnia podejmować tego rodzaju „eksperymentu”, po prostu przestała o tym myśleć. Nowe zachowanie całkowicie się zautomatyzowało, zostało przejęte przez podświadomość.

Podejście „eksperymentalne” do nowego zachowania ma także ogromne znaczenie psychologiczne, ponieważ nie angażuje naszego ego, czyli obrazu samego siebie. To tylko eksperyment. Nic ważnego. To tylko przekroczenie sfery komfortu w niewielkim stopniu. Podobnie jak w metodzie Kaizen, czyli metodzie małych kroków, nie aktywujemy w tej sytuacji ciała migdałowatego. Jest ono pobudzane tylko wtedy, gdy zmiana jest za duża i wywołuje podświadomy lęk. Ten lęk potrafi zmianę zablokować, całkowicie storpedować, choć nie będziemy tego świadomi. Umysł znajdzie „racjonalne” wyjaśnienia dla porzucenia zbyt wymagającej, czyli za dużej, zmiany.

Klucz do trwałości zmiany

Ktoś, kto mocą swoje woli, od razu rzuci się na trening siłowy trzy razy w tygodniu po 1,5 godziny, wytrzyma w zmianie trzy tygodnie, może miesiąc lub dwa. Potem znajdzie „istotne” powody, dla których już nie może kontynuować treningów. Musi poświęcić więcej czasu rodzinie, ćwiczenia siłowe źle działają na jego samopoczucie, jest wciąż przemęczony, karnet jest za drogi itd. Umysł zawsze znajdzie jakąś racjonalizację dla wycofania się ze zmiany.

W rzeczywistości porzucamy nowe zachowanie, ponieważ wywołuje ono w nas podświadomy lęk, jest zbyt dużą zmianą w naszej osobowości i ciało migdałowate jest zbyt aktywne. Nasz mózg zaś jest tak zbudowany, by optymalizować swoją pracę i nie tracić energii „bez sensu”. Przecież bez tej siłowni też było fajnie, prawda? Jakoś przeżyliśmy do tej pory te 40 lat bez ćwiczeń, więc po co cokolwiek zmieniać? Eksperyment to jednak coś innego. To tylko chwilowa zmiana, nieistotna, niewielka. Ciało migdałowate śpi.

Nie wszystkie zmiany w podświadomości, które można zrealizować przy pomocy autohipnozy można wzmocnić poprzez eksperyment behawioralny. Zwiększenie intuicji, samouzdrawianie, zakończenie związku, głęboka relaksacja, czy świadome śnienie trudno przekształcić w eksperyment. Tego rodzaju zmiany zachodzą raczej w warstwie wewnętrznej, a nie w zachowaniach. Jednak powinniśmy korzystać z tej potężnej techniki zmiany jak najczęściej. Może to być szczególnie ważne, jeżeli chcemy, by wreszcie po raz pierwszy nasze noworoczne postanowienia miały szansę realizacji. Z pewnością każdy z nas ma takie marzenia, które powinny stać się rzeczywistością, a nie tylko cieszyć nas, pozostając marzeniami…

Autohipnoza – narzędzie zmiany dla każdego

Czym jest autohipnoza?

Autohipnoza jest jednym z najpotężniejszych, znanych od tysięcy lat, sposobów przemiany wewnętrznej. Dzięki autohipnozie możemy wpływać na programy w podświadomości. Programy te rządzą naszym postrzeganiem rzeczywistości, reakcjami na zewnętrzne bodźce oraz zachowaniami i nawykami. Można wręcz powiedzieć, że podświadome programy rządzą naszym życiem. Zanim świadomość „ogarnie” to, co się z nami dzieje, podświadomość już zareaguje, odpowiednio zinterpretuje bodziec i aktywuje adekwatne zachowanie.

Dotyczy to zarówno automatycznego zamknięcia oka na widok zbliżającego się owada, jak i sięgnięcia po ciastko w chwili, gdy poczujemy się samotni. Podświadomość rządzi reakcjami fizjologicznymi, zaczerwienieniem się gdy ktoś nas wskaże w tłumie, poceniem się rąk podczas publicznego występu oraz naszą percepcją świata i, zgodnymi z tą percepcją, zachowaniami. Na przykład, gdy nie zauważamy, że jest dobry czas na kupno akcji, ponieważ podświadomie uważamy, że bogactwo jest podejrzane, łączy się z niegodziwością i wywołuje w ludziach zawiść.

Programowanie podświadomości

Autohipnoza pozwala kształtować te nieświadome wzorce niezwykle skutecznie. Głównie dlatego, że może być stosowana często, codziennie, przez dłużysz czas. W ten sposób wzorce te kształtowały się w nas w czasie dzieciństwa. Były nam serwowane codziennie, uporczywie, systematycznie, przez długie lata. Wbiły się w podświadomość bardzo głęboko i na zawsze. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że raz odciśnięte w naszej podświadomości, w strukturze neuronowej naszego mózgu, pozostaną tam już na zawsze. W każdej chwili gotowe do zaktywowania. Niepijący alkoholik, nawet po latach abstynencji, może powrócić do nałogu po jednym suto zakrapianym wieczorze. Tak samo u nas, stare wzorce zachowania pozostają w mózgu, jako stała dyspozycja podświadomości. Autohipnoza, podobnie jak inne metody wewnętrznej przemiany, może tylko wprowadzić alternatywny wzorzec zachowania w danej sytuacji. Nowy wzorzec wyprze stary i zautomatyzuje się, jako lepszy, bardziej adekwatny i korzystny.

Autohipnoza działa na poziomie podświadomości, gdzie językiem komunikacji są wrażenia zmysłowe, emocje i uczucia. To dlatego w zmianie wewnętrznej świadoma kontrola zachowania udaje się tylko przez ograniczony czas. Jest bardzo wyczerpująca energetycznie. Świadome procesy kontroli wymagają ogromnej ilości energii, którą nazywamy silną wolą. Wystarczy jednak, by okoliczności życiowe spowodowały nawet lekki spadek energii (niekorzystna pogoda, choroba, trudności w pracy lub związku), by przestały działać. Wracamy wtedy do starych, podświadomych wzorców zachowań, ponieważ one już nie wymagają prawie w ogóle energii. Zostały przez lata całe praktyki zautomatyzowane.

Nowe nawyki bez napięcia

Dzięki autohipnozie możemy „wdrukować” sobie w podświadomość nowe wzorce, nowe przekonania, które będą tak samo automatycznie rządzić naszymi zachowaniami i reakcjami, bez wysiłku. Jest to możliwe dzięki zjawisku neuroplastyczności mózgu. Mózg może tworzyć nowe połączenia neuronowe, ale wymaga to odpowiedniej praktyki. Nie wystarczy tylko świadome myślenie, czy też powtarzanie afirmacji. Myśli trzeba przekształcić w doświadczenie. Dlatego właśnie używamy podczas autohipnozy transu. Trans pozwala skupić się na nowym, wyobrażonym doświadczeniu tak głęboko, że świat zewnętrzny przestaje się liczyć. Tylko podczas takiego procesu przekształcamy nasz mózg zgodnie z naszymi planami. Im bardziej realny jest dla nas świat wyobrażony, im głębiej i częściej go przeżywamy, tym silniejsze pozostawia ślady w sieci neuronowej.

Z tego powodu autohipnoza jest tak skutecznym narzędziem. Pozwala nie tylko wejść w głęboki trans, ale może być także stosowana codziennie, systematycznie i konsekwentnie. W połączeniu z medytacją, która w znakomity sposób pozwala przezwyciężyć „opór” starych wzorców, jest właściwie jedyną, tak skuteczną metodą zmiany postaw i zachowań, dostępną większej liczbie ludzi.

Codzienna praktyka

Krótkie warsztaty różnych metod pozwalają doświadczyć zmian i przekonać się, że są one możliwe. Musimy jednak pogłębić je w indywidualnej, codziennej, rzetelnej praktyce autohipnotycznej. W innym wypadku pozostaną tylko miłym wspomnieniem, a my sami wrócimy do starych, silniej utrwalonych wzorców. Dopiero po wielu tygodniach i miesiącach praktyki autohipnotycznej zmiany głęboko utrwalają się w podświadomości i zastępują na dobre stare wzorce.

Niewiele osób stać na regularne uczestnictwo w drogich warsztatach, szkoleniach lub kilkadziesiąt wizyt u coacha, trenera czy hipnotyzera. Większość musi polegać na własnym, indywidualnym wysiłku, osobistym treningu podczas sesji autohipnozy.

Autohipnozy może nauczyć się każdy i każdy jest do niej zdolny, podobnie jak do mówienia językiem obcym czy tańca. Są oczywiście osoby wybitnie utalentowane w tej dziedzinie. Wchodzą w niezwykle głęboki trans, graniczący wręcz ze świadomym śnieniem (które jest dla mnie jedną z najgłębszych form autohipnozy) od pierwszej sesji. Jednak każdy jest w stanie wejść w lekki trans, który w miarę rzetelnej praktyki będzie się pogłębiał. W praktyce autohipnozy również można się doskonalić i opanować ją w sposób mistrzowski. Można jej się nauczyć, korzystając z pomocy hipnotyzera, na treningach i warsztatach autohipnozy.  Można także nauczyć się jej lub samodzielnie, korzystając z nagrań audio lub opisów ćwiczeń w książkach. Kontakt z wykwalifikowanym praktykiem pomoże jednak zaoszczędzić mnóstwo czasu, rozwiać wątpliwości i uniknąć błędów w praktyce.

Efekty praktykowania autohipnozy

Kiedy już opanujemy sztukę autohipnozy i medytacji, możemy jej użyć do zmiany w prawie każdej dziedzinie życia. Ja sam używałem jej do uzyskiwania głębokiego relaksu, większej odporności na stres, pozbycia się tremy przed występami publicznymi, do samouzdrawiania. Dzięki autohipnozie mogłem kontrować wagę, opanować sztukę świadomego śnienia, zmieniłem swój stosunek do pieniędzy i rozwinąłem tzw. finansową inteligencję. Szybciej uczyłem się i uzyskiwałem głębszą koncentrację. Autohipnozę poznałem w 1982 roku, dzięki Lechowi Emfazemu Stefańskiemu, który był jednym z najlepszych polskich hipnotyzerów. Stosuję ją cały czas.

W ciągu tych lat pogłębiłem jej praktykę poprzez kontakty z wybitymi hipnotyzerami na treningach i warsztatach np. z Andrzejem Batko, Richardem Bandlerem czy Stephenem Gilliganem. Najważniejszym jednak nauczycielem autohipnozy jest jednak samo doświadczenie, tysiące godzin spędzonych w transie w ciągu prawie 35 lat osobistej praktyki. Tego doświadczenia nic nie jest w stanie zastąpić. W moim życiu autohipnoza przyniosła wiele dobrych rezultatów. Wiem, że może stać się ona cennym narzędziem kontroli swojego życia i podnoszenia jego jakości. Wystarczy tylko podjąć decyzję o nauczeniu się jej i systematyczne stosowanie jej w codziennym życiu.

Hipnotyczna regeneracja w 12 minut!

Stanowi głębokiego transu nie zawsze towarzyszy relaksacja. Większość stanów transowych, opisywanych przez psychologów, psychiatrów i antropologów, to stany którym towarzyszy jakaś forma aktywności. Najczęściej  jest to taniec (Indianie, szamani, wirujący derwisze itp.). Większość z nas kojarzy jednak stan transu z hipnozą i relaksacją. W istocie trans jest stanem, w którym proces relaksacji może zachodzić niezwykle szybko i efektywnie. Trans uzyskany przy pomocy specjalnych nagrań, często wspomaganych nowoczesną technologią synchronizacji fal mózgowych, może pomóc w natychmiastowej regeneracji psychofizyczne.

Krótka medytacja w pracy

Taka możliwość fascynuje współczesnych ludzi oraz menedżerów wielkich międzynarodowych koncernów. Zauważyli oni, że po paru godzinach intensywnej pracy, wydajność pracowników drastycznie spada. Odkryli, że nawet krótka, 12-minutowa forma transu relaksacyjnego w stanie alfa i theta może spowodować, że pracownicy będą bardziej wydajni, skupieni na pracy i jednocześnie zadowoleni. W wielu firmach w Hong-Kongu czy Singapurze, a więc w kulturze, w której docenia się znaczenie medytacji i wewnętrznego skupienia w pracy, stworzono specjalne „pokoje wyciszenia”. Pracownik może w nich doświadczyć głębokiej relaksacji oraz szybko zregenerować swoje siły.

Większość ludzi sądzi, że czymś naturalnym i oczywistym jest zmęczenie pracą po paru godzinach. Wielu z nas doświadcza spadku energii po południu, co związane jest z naturalnym rytmem dobowym naszego organizmu. Każdy z nas jednak doświadczył w swoim życiu sytuacji, która wyraźnie wskazywała, że popołudniowe, czy wieczorne zmęczenie jest tylko pewnego rodzaju nawykiem.

Błyskawiczne odświeżenie umysłu

Sam doświadczyłem tego bardzo wyraźnie po raz pierwszy w czasach mojej młodości, kiedy pisałem pracę magisterską. To był dość duży dla mnie wysiłek intelektualny i czułem się wieczorem bardzo zmęczony. Miałem ochotę tylko położyć się do łóżka i zapomnieć o całym świecie. Można powiedzieć, że byłem po prostu skrajnie wyczerpany. I pewnego wieczora zadzwonił telefon, odezwał się jeden z moich najlepszych przyjaciół, który wyjechał na stypendium do USA. Nie widziałem go parę lat. „Właśnie wylądowałem na Okęciu i mam trzy godziny do odjazdu pociągu. Masz ochotę na spotkanie? Może kawa gdzieś przy dworcu kolejowym za godzinę?”.

Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, całe zmęczenie zniknęło w kilka sekund. Poczułem ekscytację, radość i niesamowitą ilość energii. Każdy z nas przeżył nie raz takie doświadczenie. Czasami ukryta energia mobilizowana jest przez jakieś wyzwanie, albo sytuację zagrażającą naszemu (albo naszych bliskich) zdrowiu lub życiu. Znane są historie ludzi, którzy w takich sytuacjach wykrzesywali z siebie nieprawdopodobne siły fizyczne i psychiczne.

Wszystkie te historie wskazują, że energia ukryta jest w naszej podświadomości i może być mobilizowana w wyjątkowych okolicznościach. Jednak hipnoza i trans umożliwiają pobudzenie takiej energii także w zwykłych, codziennych sytuacjach. Z takiej możliwości właśnie korzystają menadżerowie firm. Zachęcają oni swoich pracowników do robienia sobie szybkich, efektywnych regeneracyjnych sesji medytacyjnych w „pokojach wyciszenia”.

Popołudniowy seans autohipnozy

Każdy z nas może wykorzystać stan naturalnego transu do takiej regeneracji, przed drugą połową dnia, by być w lepszej formie w pracy czy na wieczornym przyjęciu. Wystarczy tylko wejść w stan transu, czyli stan głębokiego rozluźnienia mięśni oraz jednoczesnego skupienia uwagi (np. na oddechu). To ułatwi aktywowanie w podświadomości ukrytych zasobów energii. Najprostszym sposobem aktywacji zasobów energii jest przywołanie żywego wspomnienia sytuacji z przeszłości, w której doświadczyliśmy ich pobudzenia. Podobnie jak w moim przykładzie z telefonem od dawno nie widzianego przyjaciela. Przywołanie żywego wspomnienia lub wyobrażenie sobie podobnej sytuacji na zasadzie „jak by to było, gdybym przeżył coś takiego”, pozwala aktywować energię z podświadomości.

Parę lat temu nagrałem sesję hipnotyczną także w wersji wzbogaconej o dźwięki do synchronizacji falowej mózgu. Ułatwiają one wejście w stan głębokiego transu. Pomagają mózgowi w aktywacji rytmów alfa i theta, charakterystycznych dla bardzo głębokiego relaksu, stanu granicznego między snem i czuwaniem i transu. Nagranie trwa tylko 12,5 minuty. Jest to wystarczająco długi czas, by organizm mógł doświadczyć reakcji relaksacyjnej (opozycyjnej wobec reakcji stresu).  Nagranie jest personalizowane (jak wszystkie moje nagrania), czyli w treść sugestii na nagraniu każdy użytkownik ma wplecione swoje własne imię. To pomaga mózgowi potraktować sugestię bardziej osobiście i otwiera drogę do łatwiejszej komunikacji z podświadomością.

Regeneracja ze słuchawkami na uszach

Ważnym elementem nagrania jest także precyzyjnie dobrana muzyka, która towarzyszy kolejnym etapom procesu pobudzania podświadomej energii i regeneracji sił. Po pewnym czasie, po kilkunastu a czasem kilkudziesięciu odtworzeniach nagrania, podświadomość użytkownika doskonale zna już kolejne kroki procesu oraz kojarzy je ze słyszana muzyką. Można wtedy przejść do etapu słuchania samej tylko muzyki, bez głosu prowadzącego. Mechanizm kotwiczenia (warunkowania) spowoduje pojawienie się takiego samego, a często nawet głębszego, efektu odświeżenia energii. Ćwiczący może już samodzielnie kontrolować kolejne etapy procesu i dostosować je do osobistych preferencji, skupiając się np. na innych, bardziej osobistych obrazach lub odczuciach płynących z ciała.

Nagranie jest tylko jedną z możliwości doświadczenia efektu ekspresowej regeneracji energii. Można przez ten proces przejść także samodzielnie, korzystając po prostu z opisu, który przywołałem wcześniej. Kiedy czasem czuję się zmęczony, bardzo lubię zastąpić popołudniową drzemkę takim ekspresowym transem. Wraz z doświadczeniem czas transu skraca się i może nawet ograniczyć się do paru minut. Końcowe sugestie zdrowia, pełnego odświeżenia, powrotu sił fizycznych itd., wykonywane są przez podświadomość z niezwykłą precyzją i konsekwencją.

Warto jeszcze, co umieściłem także w nagraniu „Szybka regeneracja sił”, zasugerować podświadomości, że po tym intensywnym, energetycznym popołudniu lub wieczorze, kiedy położymy się wreszcie do łóżka na zasłużony sen, będzie to sen głęboki i w pełni regenerujący. W pracy z podświadomością warto być precyzyjnym. Trzeba zapobiegać niewłaściwemu rozumieniu przez podświadomość sugestii zawartych na nagraniu lub wypowiadanych przez hipnotyzera. Dlatego też przestrzegam przed „hipnotyzerami”, których jedynym przygotowaniem jest przeczytane trzech książek o hipnozie i weekendowy kurs. Trans potrafi wydobyć z podświadomości zupełnie niesamowite możliwości i naprawdę działa!

Uwaga! Jeżeli chcesz zamówić dla siebie personalizowane (ze swoim imieniem) nagranie pt. „Szybka regeneracja sił” za 40 zł, wypełnij formularz zamówienia!

Zakończenie związku

W pracy z podświadomością i w rozwoju osobistym ogromne znaczenie ma „wolność emocjonalna”. Mówi się o zamknięciu relacji z przeszłości, wybaczeniu, oczyszczeniu czy też uzdrowieniu przeszłości. Kiedy nie jesteśmy wolni emocjonalnie i w podświadomości tkwią jakieś nieprzepracowane psychologicznie problemy, nie mamy wystarczającej ilości energii i uwagi, by rozwijać się w kierunku wyższych stanów świadomości. Nasz rozwój powinien być harmonijny i łagodnie przekraczać kolejne etapy.

Fiksacja energii podświadomości na nierozwiązanych problemach powoduje, że rozwój może przyjąć charakter patologiczny. Dlatego mówi się powszechnie w dobrych szkołach medytacji, że do jej praktyki nie powinni podchodzić ludzie, którzy mają silne problemy emocjonalne i psychiczne. Najpierw powinni wprowadzić nieco porządku w swoją psychikę, a dopiero później praktykować techniki skupienia umysłu. W jodze na przykład, mówi się o etapie oczyszczenia ciała i umysłu przed praktyką medytacji.

Wolność emocjonalna

Trudno jest medytować i utrzymać skupienie umysłu na jednym obiekcie, gdy na powierzchnię świadomości wciąż napływają obsesyjne wręcz myśli o starych, często źle zakończonych relacjach. Dotyczy to wszelkich relacji, które były bardzo silne (członkowie rodziny, rodzice, dzieci, bracia i siostry, przyjaciele, mężowie i żony, kochankowie, a nawet współpracownicy lub wspólnicy w biznesie), ale zakończyły się rozstaniem w gniewie, poczuciu krzywdy, poczuciu winy, żalu itp. Potrzebne jest nam oczyszczenie, uzdrowienie takiej relacji, ponieważ zakończyła się ona tylko na poziomie fizycznym. Psychologicznie, podświadomie wciąż trwa i pochłania naszą energię psychiczną.

Przez to nie możemy poczuć się w pełni wolni i szczęśliwi. Często także takie niezakończone relacje wpływają na kolejne, wpychając nas wciąż w te same, zdawałoby się, mechanizmy. Mamy wrażenie, że wciąż przeżywamy te same problemy, tylko z innymi osobami. Jakbyśmy podświadomie przyciągali do siebie okazje do przeżywania na nowo wciąż tego samego. Są osoby, które prawie za każdym razem pakują się, na przykład, w związek z osobami zdradzającymi, albo z osobami stosującymi przemoc domową itp.

Trudne rozstania

Rozstanie może także dotyczyć ostatecznego rozstania jakim jest śmierć bliskiej osoby. Każdego z nas spotyka to wcześniej czy później. Bardzo często mamy wtedy wrażenie, że nie powiedzieliśmy tej osobie wszystkiego, co byśmy chcieli, że nie pożegnaliśmy się właściwie, albo rozstaliśmy się w gniewie. To bardzo trudne sytuacje, które wymagają odpowiedniego zakończenia relacji, przeżycia żałoby oraz zamknięcia jej w podświadomości tak, by uwolnić energię psychiczną. Wtedy dopiero można iść dalej, można nawiązać nową, autentyczną, wolną relację z kolejną osobą. Stary związek nie będzie już wywierał na nas podświadomej presji.

Głębokie, radykalne wybaczenie tej osobie jest jednym z najważniejszych elementów procesu uzdrawiania. Musi ono mieć miejsce nie tylko na poziomie świadomym, ale także głęboko w podświadomości. Świadomy umysł, zdając sobie sprawę, jak ważne jest wybaczenie i zakończenie związku, stosunkowo łatwo zdobędzie się na ten krok. Z podświadomości jednak bywa inaczej. Podświadomość jest jak dziecko i nie zawsze można do niej trafić racjonalnymi argumentami. Ona wymaga rytuału, wymaga głębokiego, emocjonalnego przeżycia, tzw. odreagowania. Bardzo często takiemu doświadczeniu towarzyszą niezwykle silne emocje, łzy a nawet symptomy cielesne (drżenie ciała, napięcia mięśni, nudności itp.)

Autohipnoza pomaga zamknąć relację

Proces zakończenia związku można przejść w głębokim transie nawet kilka razy, za każdym razem umieszczając wspomnienia w tym miejscu, gdzie już nie budzą emocji, gdzie są już tylko wspomnieniem, zamierzchłą historią, która dotyczy jakby kogoś innego. Podobnie jak nasze silne relacje z osobami, które mieliśmy 20-30 lat temu. Pamiętamy te związki, ale wspominamy je jakby „przez mgłę”. Mówimy często, że byliśmy wtedy innymi ludźmi. I jest w tych stwierdzeniach głęboka prawda. Z czasem nasze ego się zmieniło. Naprawdę jesteśmy już innymi osobami. Podobny stosunek do zakończonej relacji można mieć także z osobami, z którymi rozstaliśmy się zaledwie parę miesięcy lub tygodni wcześniej.

Tak naprawdę postrzeganie czasu jest sprawą niezwykle subiektywną. Możliwe jest spojrzenie na stosunkowo niedawno zakończoną relację z dystansem charakterystycznym dla dawno zakończonych związków. Można to „przeprogramować” w swojej podświadomości w stanie transu. Może to być trans autohipnotyczny, praca z nagraniem transowym (na stronie autohipnoza.pl jest nagranie pt. „Zakończenie związku”, które działa właśnie w ten sposób). Może to być także praca z podświadomością podczas snu lub snu świadomego, który jest rodzajem bardzo głębokiego transu.

Symboliczne pożegnania

W tym stanie podświadomość otwarta jest na wszelkie uzdrawiające sugestie i łatwo poddaje się „przeprogramowywaniu” przekonań i postrzegania przeszłości. Często odbywa się to w formie obrazowej, symbolicznej. Wiele osób spotyka wtedy osoby zmarłe lub te, z którymi się rozstały w złych emocjach i naprawia symbolicznie tą relację. To może być, i bardzo często bywa, spotkanie bez słów. Łagodny uśmiech tej osoby lub przytulenie. Pozwolenie na to, by dalej poszła własną drogą. Rozstanie, uwolnienie z poczuciem spokoju, naturalnej tęsknoty i jednocześnie z poczuciem wiecznego, ale zdrowego związku, który nie fiksuje energii, ale ją uwalnia. Innym rodzajem doświadczenia jest przeniesienie świadomości w ciało drugiej osoby i spojrzenie na relację z siebie samego z drugiej strony. To także bywa niezwykle silne, uwalniające doświadczenie.

Szczególnie stan świadomego snu jest niezwykle skuteczny w tego rodzaju psychologicznych operacjach, ponieważ realizm doświadczenia oraz towarzyszące mu emocje są niezwykle silne i głęboko działają na podświadomość. Bardzo często wystarczy tylko jeden taki sen, by uwolnić energię z relacji, która trzymała nas w podświadomym, emocjonalnym uścisku, przez wiele lat. Świadomy sen jest jednak doświadczeniem, które wymaga praktyki i pewnego „mistrzostwa”. Na szczęście można to także zrobić w stanie głębokiego transu, zbliżonego do snu, podczas autohipnozy lub pracując z nagraniem.

Po uwolnieniu energii zafiksowanej w starej niedokończonej relacji, czujemy się jakbyśmy narodzili się na nowo. Możemy mieć wrażenie jakbyśmy świat widzieli po raz pierwszy. Zmysły się wyostrzają, wypełnia nas spokój, radość i poczucie wolności, lekkości. To są wyraźne symptomy właściwie przeprowadzonego procesu uwalniania, zakończenia związku. Wreszcie możemy skupić się w pełni na tym co mamy do przeżycia tu i teraz! Na realnym, cudownym życiu!

Uwaga! Hipnotyczne nagranie personalizowane, ułatwiające przejście procesu zakończenia związku znajdziesz pod tym linkiem.